Zagłębie Lubin | Official site | Polish Champion 1991, 2007

Aktualności

Prezes Bestrzyński w wywiadzie dla Gazety Wyborczej – zachęcamy do lektury.

29.12.2012 14:10 | Kategoria: Publicystyka

- Nie ma dziś w Polsce klubu, który nie szuka oszczędności, ale jesteśmy i będziemy wypłacalni. My nie wydajemy pieniędzy, których nie mamy, przestrzegamy dyscypliny finansowej i nie robimy rzeczy, na które nas nie stać - mówi Marek Bestrzyński, prezes Zagłębia Lubin S.A.



Grzegorz Szczepaniak: - Jaki był 2012 rok dla Zagłębia Lubin? Ma pan powody do zadowolenia?
Marek Bestrzyński: - To był dziwny rok. Z jednej strony byliśmy najlepiej punktującym zespołem w rundzie wiosennej, a w dziennikarskim zestawieniu sumującym punktowy dorobek drużyny z roku 2012 znaleźliśmy się na czwartym miejscu. Wyżej niż mistrz Polski Śląsk Wrocław. Z drugiej strony poprzedni sezon zakończyliśmy na dziewiątym miejscu, czyli przeciętnie. Teraz po pierwszej części sezonu jesteśmy na 11. pozycji. To jest poniżej naszych aspiracji, ambicji i możliwości. Zostawiając na boku dyskusje nad słusznością kary, z jaką weszliśmy w sezon, to po dodaniu tych trzech punktów będziemy na ósmym miejscu w tabeli. Cel minimum przed rundą rewanżową byłby zatem osiągnięty, ale nadal byłoby to poniżej naszych oczekiwań. Cieszy tylko fakt, że od bardzo dawna mamy wreszcie po jesieni dodatni bilans bramek.

Jedną z największych zagadek ligi jest fatalna od kilku lat postawa Zagłębia na początku rozgrywek. Na pewno analizowaliście przyczyny tej sytuacji. Wyciągnęliście jakieś wnioski?
- Takie, że jednej prostej przyczyny nie ma. To złożona sprawa. Popatrzmy na ten sezon: w pierwszym meczu wypadł nam Csaba Horvath, a kontuzja odnowiła się też Adamowi Banasiowi. Mamy w dodatku nowego bramkarza, który potrzebuje czasu, żeby zgrać się z defensywą. Nie dostaje go. Trener od razu musi wprowadzać masę korekt, bo koncepcja gry się wali. Wiosną założenie było takie: gramy na zero z tyłu, to mamy na pewno punkt. A jak się coś uda strzelić, będą trzy. W trakcie meczu z Pogonią trzeba było taktykę zespołu kompletnie przebudować.

Ale przecież kolejnych meczów nie przegrywaliście wysoko. Nie zdobywaliście punktów, bo zespół był dramatycznie nieskuteczny.
- To kolejna sprawa. Papadopulos przyszedł do nas zdrowy, ale po operacjach potrzebował więcej czasu, żeby osiągnąć optymalną formę. Jeż także nie od razu mógł wkomponować się w zespół. Trzeba było ryzykować i sprowadzić stopera. Tunchev okazał się strzałem w dziesiątkę, ale to dziś tak wygląda. Jego pozyskanie to było ryzyko, ale wolałem je podjąć, niż skazywać się na granie z rozsypaną obroną. Do tego dochodziła psychika, bo piłkarze po klęsce w Szczecinie zebrali się i wygrali z Piastem, ale w tabeli wciąż mieli zerowe konto. Potem to wszystko zaczęło się normować, jednak nadal nie było punktów i zrobiło się nerwowo. W czasie rundy Jeż i Papadopulos doszli jednak do wysokiej formy. Świetnie grał Pawłowski. Do zdrowia wrócił Banaś, Gliwa złapał dobry kontakt z kolegami z obrony. To dzięki temu mieliśmy tak udaną końcówkę jesieni.

Teraz wietrzycie szatnię. Pesymiści mówią, że Zagłębie tnie koszty, bo w klubie się nie przelewa. Optymiści widzą, że robicie miejsce dla wychowanków.
- Nie ma dziś w Polsce klubu, który nie szuka oszczędności, ale jesteśmy i będziemy wypłacalni. Czasami odnoszę wrażenie, że nasza stabilność jest dla innych problemem. To jest dla mnie normalne, że pracownikom płaci się zgodnie z umowami i przepisami. Klub jest takim samym pracodawcą jak każdy inny zakład pracy. Nikt nie pyta jednak, skąd mamy ten "przywilej" normalności. A mamy go dlatego, że nie wydajemy pieniędzy, których nie mamy, że przestrzegamy dyscypliny finansowej, nie robimy rzeczy, na które nas nie stać.

Stać was na Sernasa?
- Wierzyliśmy, że pozyskujemy piłkarza, dla którego będzie się chodzić na mecze. Policzyliśmy, że możemy sobie na to pozwolić. Niektóre inwestycje nie do końca jednak wychodzą. Za transfer Darvydasa wszyscy nas klepali po plecach. Był wtedy gwiazdą. Pół roku wcześniej inne polskie i zagraniczne kluby deklarowały dwa razy taką kasę, jaką myśmy w niego zainwestowali. Wówczas Widzew nie zgodził się na jego transfer. Dziś nikt nie odmówi Sernasowi zaangażowania, woli walki. Tylko to w jego przypadku za mało, bo miał strzelać gole. Pewnie gdyby je strzelał, nikt by się o jego kontrakt nie pytał.

Nie strzela jednak i pewnie wielu kibiców zastanawia się, czy wiosną będzie jeszcze w Lubinie.
- Darvydas jest członkiem tego zespołu, widzimy go w kadrze na wiosnę. Ostateczne decyzje podejmował jednak będzie trener Hapal. Wróci z urlopu on, wrócą zawodnicy i będziemy rozmawiać o kształcie zespołu.

Może dla Sernasa trzeba poszukać innego miejsca na boisku?
- To już kompetencja trenera, nie moja. Jego proszę pytać. Myślę, że trener bierze pod uwagę różne scenariusze.

Po udanej końcówce jesieni wszyscy oczekują, że powtórzycie doskonałą wiosnę. A jeśli zespół nie zaskoczy, jak to było na początku mijającego roku?
- Myślę, że jednak zaskoczy. Pavel Hapal udowodnił, że doskonale potrafi przygotować drużynę do rozgrywek. W zespole jest chemia. Te ostatnie wyniki zbudowały atmosferę. Niecierpliwie czekam na to, żeby w grze zobaczyć choćby Papadopulosa. On w końcówce jesieni grał fantastycznie, a jestem przekonany, że stać go na znacznie więcej.

Jeśli odejdzie Pawłowski, możecie mieć znowu problem, bo to on napędzał ofensywne akcje Zagłębia.
- Jeśli odejdzie. Propozycję przedłużenia kontraktu dostał od nas. Czekamy na decyzję piłkarza. Ale jeśli nawet postanowi kontynuować karierę w innym klubie, to mamy Adriana Błąda. Zawsze można też poszukać kogoś na rynku transferowym.

To znaczy, że jednak możecie kogoś kupić zimą?
- Jest taka możliwość, choć będą to retusze, bo ten zespół nie wymaga szczególnych wzmocnień. Prawa strona pomocy to jeden znak zapytania. Drugi znak zapytania to środek obrony. Csaba Horvath walczy o powrót na boisko, ale jego rekonwalescencja się przedłuża. Może nie być gotowy na wiosnę. W takim razie potrzebujemy kogoś na środek defensywy. Chyba że tym kimś będzie Rymaniak, wówczas poszukamy zawodnika na prawą obronę.

Wychowankom łatwiej więc nie będzie.
- Absolutnie stawiamy na młodzież, ale myli się ten, kto myśli, że najzdolniejsza młodzież rozwiąże wszystkie problemy. Nasi chłopcy dostają szansę. Z Wisłą zagrał młodziutki Damian Kowalczyk. Mnie się bardzo podobało, jak porusza się po boisku. O mało nie zaliczył asysty. Tylko to wszystko wymaga spokoju i czasu.

I innej pracy z młodzieżą. Zarzuca się wam słusznie, że macie sukcesy juniorskie, ale nie wychowujecie dobrych piłkarzy.
- Też to zauważyliśmy i od roku dużo dzieje się, by ten stan rzeczy zmienić. Wspomnę tylko, że od tego roku współpracujemy z KS Polkowice, gdzie w seniorskiej piłce ogrywamy naszą młodzież. Prowadzimy również inne działania, które na zewnątrz nie są może jeszcze dostrzegane, ale już w nadchodzącym roku będzie je widać. Hasłem głównym jest tu oczywiście akademia piłkarska. Trenerzy, którzy tam będą pracowali, to mają być fachowcy z certyfikatami, stażami u najlepszych i doświadczeniem. Jest też pomysł skorzystania ze wzorców tych, którym praca z młodzieżą najlepiej w Europie wychodzi. W końcu po co wyważać drzwi dawno otwarte. Nie stawiamy dziś na zapełnianie półek pucharami, tylko chcemy widzieć naszych wychowanków w pierwszym zespole. To jest miara sukcesu. Większy nacisk położymy na szkolenie indywidualne. To kosztuje i między innymi dlatego czynimy oszczędności. Wokół akademii chcemy także budować markę Zagłębia.

Właśnie - marką chyba najlepszą nie jesteście, skoro stadion nie ma sponsora. Zresztą z dywersyfikacją waszych sponsorów też jest kiepsko. To głównie Polska Miedź i jej spółki córki.
- Futbol w naszym kraju ciągle nie jest magnesem dla sponsorów. Powodów jest cała masa. Zgoda, nie mamy sponsora stadionu, ale nie mają go też Stadion Narodowy, obiekt w Poznaniu czy we Wrocławiu, a komercyjna siła tylko tych trzech obiektów jest nieporównywalna. Sytuacja jednak się wciąż poprawia. Powoli, ale do przodu. Praca, którą wykonujemy, by przyciągnąć inwestorów, wcześniej czy później musi przynieść efekty. Jeśli powstanie silna akademia piłkarska, to jestem przekonany, że znajdą się chętni na promocję wokół niej.

Cel na wiosnę?
- Musi być ambitny, ale wykonalny. Gonimy więc czołówkę, myśląc o tym, by trafić do grona drużyn, które awansują do europejskich pucharów. Bardzo poważnie potraktujemy też Puchar Polski. Dawno nie byliśmy już tak daleko w tych rozgrywkach, ale wciąż chcemy więcej.



Źródło: Grzegorz Szczepaniak/ Gazeta Wyborcza
Foto: Tomasz Folta